Krótki wpis o cudowności pewnej chwili, która nie jest codziennością

 

 

 

***

 

 

Uwielbiam letnie wieczory w naszym mieszkaniu… Piękne słonce padające przez ogromne okna, grę cieni i majestatyczną ciszę. Otwieram wtedy szeroko okno, żeby jak najwięcej magii wpadło do naszego domu. Nie da się tego z niczym porównać, tego nawet nie sposób opisać, to trzeba przeżyć. Trzeba być wtedy w uważności na świat, harmonii i spokoju. Pozwolić sobie na obserwację i wchłanianie każdej chwili. Mieć czas i wolne ręce, postać w bezruchu. Cieszyć się. Być.

Przyznam szczerze, że takich chwil nie jest zbyt wiele. Codzienność dopomina się uwagi, lista rzeczy do zrobienia zawsze jest bezlitosna i rośnie, ale uczę się tego, żeby w całym tym szaleństwie nie zapominać o tym, co jest najważniejsze, czyli o spełnieniu.

Po to zamieszkaliśmy tutaj, po to chcieliśmy właśnie takiego życia, żeby teraz móc korzystać z jego dobrodziejstw. Przyznam, że to czasem bardzo trudne, tak postać z głową w chmurach. Zapomnieć o podatkach, zusie i kredycie, o chorobach dzieci i starzeniu się rodziców. Nie myśleć, co jutro na obiad i za co spełnić marzenia dzieci. Ale staram się, nawet bardzo, żeby od czasu do czasu się zatrzymać, pozwolić sobie na tą beztroskę. Przez krótką chwilę być nieodpowiedzialna i przekonana, że jakoś to będzie. Jedna taka chwila, nawet ta najkrótsza, daje mi energię i wiarę, że rzeczywiście wszytko da się zrobić, pozwala nabrać dystansu do wielu trudnych spraw. Ćwiczę się w tym nieustannie, bo wiem, że ta chwila oddechu pozwala mi zrobić milowe kroki naprzód. Pomaga mi być uśmiechniętą mamą i wspierającą żoną, aktywną kobietą i dobrym człowiekiem.

Od jakiegoś już czasu próbuję się uwolnić od obrazkowej rzeczywistości. Odłożyć telefon, który ciągle mnie woła i kusi pięknymi obrazami, fotografiami, po to, żeby dostrzec je wokół siebie. Namacalne i w zasięgu ręki. Pozbyć się nieznośnego nawyku sięgania po telefon, żeby szybko i skutecznie zbombardować się bodźcami. Fast foodem- szybko i tanio. Czuję, że z tego boli mnie już całe ciało. Głowa chce być przez moment pusta, oczy chcą już nie widzieć, a ja ciągle daję im kolejną dawkę rozrywki. Tak więc aktualne lato  zaczynam przeżywać trochę inaczej- więcej czuć, dotykać, smakować. Niestety mam wrażenie, że to co widzę w internetach to już tylko i wyłącznie czyjeś marzenia i próby życia. Nie da się żyć cały czas pięknie. Nie da się mieć zawsze pięknych, czystych dzieci, ułożonej fryzury i lakieru na paznokciach bez odprysków. Nie da się, prawda?

Ciasto może czasem nie wyjść, dzieci czasem zapłaczą, mąż się obrazi, a w domu bywa, że jest bałagan… Tylko czasem zdarzają się takie chwile jak ta, kiedy jedno dziecko śpi, drugie u babci, mąż zajęty sobą nie prosi o uwagę, a ja w niepomalowanych paznokciach, aczkolwiek z umytą głową kontempluję sobie wieczór.
Rysiu pięknie śpiewa w klatce tylko dla mnie swoje sonety, dzwony w kościele biją na wieczorną mszę, a kot wygrzewa się w słońcu na balkonie. No i posprzątane, bo wczoraj do 23.00 sprzątaliśmy dom, żeby było czysto na niedzielę. Tak, czasem zdarzają się takie chwile… Od jakiegoś czasu jest ich u nas coraz mniej, ale jak już się pojawią to cieszą sto razy bardziej.

Jutro wracamy do rzeczywistości. Normalnej, ludzkiej, ze stratami i zyskami, kłopotami i radościami. Takiej naszej. I daj Boże żebym umiała się z niej cieszyć, jak z tej teraz.

 

Spokojnego wieczoru i życia

Alicja

 

***

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *